czwartek, 26 września 2013

Żmija



Opowieść o leśnej żmii.
Biała Żmija (Wielka/Welańska Żmija) – Królowa Żmij
A. Sacharow 


W małej wiosce na brzegu lasu żył był gospodarz, który miał gromadkę dzieci, żonę i rodziców na utrzymaniu. Mieszkali sobie zgodnie, żyjąc z tego, co dawała im sama natura, co sami hodowali w ogródku i zagrodzie, albo co zebrali w lesie.
Każdego ranka córki gospodarza wybierały się do lasu z koszyczkami. Najstarsza zbierała owoce drzew, średnia szukała grzybów i ziół, a najmłodsza jagódek w poszyciu leśnym. Synowie zaś szukali miodu dzikich pszczół w najgłębszych ostępach.

Pewnego dnia zdarzyło się jednak, że córki wróciły do domu z pustymi rękoma, a syn nie wrócił wcale z wyprawy w głąb lasu.
- Cóż to się stało? – zapytał gospodarz, widząc blade twarzyczki córek i puste kobiałki. – Gdzie wasz brat? Gdzie wasze zbiory?
– Nie ma zbiorów, papo – pisnęła najmłodsza i schowała się za spódnicę starszej siostry.
– Nie ma brata, papo – mruknęła średnia siostra i schowała się za najstarszą.
– Czy ktoś może mi wytłumaczyć o co tutaj chodzi?! – rozgniewał się ojciec i spojrzał na najstarszą córkę.
– Nie gniewaj się, ojcze – powiedziała dziewczyna spuszczając oczy. – Nie ma tu naszej winy. A było to tak. Poszłyśmy rankiem, jak zwykle, ścieżką w głąb lasu, w kierunku znanej nam polany, gdzie najwięcej dzikich jabłek rośnie. Idziemy i rozglądamy się jak zawsze. Nasz brat idzie z nami, gdyż dopiero przy polanie zbaczał zwykle w inną drogę. Już w drodze zaniepokoiłyśmy się trochę, ponieważ nigdzie nie było widać świeżych ziół, wszędzie tylko uschnięte badyle; nigdzie nie było też jagódek, tylko pomarszczone, wyschnięte owocki. Wokół było cicho, jak makiem zasiał, nawet ptaki nie śpiewały. Brat nasz zaczął pogwizdywać, żeby dodać nam odwagi, bo mrocznie się zrobiło w lesie i jakoś tak straszno. Jednak i melodia jego ginęła gdzieś w gałęziach.
Gdy dotarliśmy do polany okazało się, że jabłonie stoją wyschnięte i ani jednego jabłka na nich nie ma. Wszędzie głucha cisza. Brat nasz mówi na to – poczekajcie tutaj siostry, pójdę zobaczyć, co z naszymi pszczołami, bo obawiam się, że i miodu dzisiaj nie zdobędziemy. Na to siostra nasza najmłodsza uderzyła w płacz i dalej wołać do brata – Nie idź, bracie kochany, nie idź! Nic dobrego nie może cię czekać w leśnej kniei.
I ja tak pomyślałam ojcze, ale znasz swojego syna i wiesz, że jak coś sobie postanowi, to spełnić musi. Poszedł więc ścieżką i niebawem zniknął nam z oczu.
Usiadłyśmy na zwalonym pniu leszczyny i czekamy. Ale brat nie wraca. Czekamy dalej. Ale brat nie wraca. Czekamy jeszcze, a tu słońce już coraz wyżej i powoli zaczyna opadać ku nocnej swojej kryjówce. Wreszcie pomyślałam, że czas nam do domu, bo gdy zmrok zapadnie, możemy nie odnaleźć drogi. Zwłaszcza, że czułam, że coś niedobrego w naszym lesie się dzieje.
Już wstałam, już siostry podniosły się z pnia, kiedy nagle z pęknięcia w korze wysunęła się wielka żmija. Patrzymy na nią zlęknione – zielono-brązowa jak omszały pniak, połyskiwał w popołudniowym słońcu złocistym wzorem, który na głowie jej trójkątnej w koronę się układał. I tak żem pomyślała od razu, że to musi być królowa żmij.
Patrzy na nas i syczy, podnosi cielsko i wysuwa jęzor rozdwojony. W przerażeniu pomknęłyśmy przed siebie, ale cały czas słyszymy groźny syk.
Sama nie wiem, jak udało nam się uciec, ojcze.
– Głupie dziewczęta – mówi na to gospodarz. – Należało Pani Żmiji się pokłonić i dopiero wtedy w pokoju odejść. Idźcie teraz do babki waszej i pytajcie o radę, cobyście na nas jakiegoś nieszczęścia nie ściągnęły swoim niegrzecznym zachowaniem wobec wężowej Pani.
– A co z bratem naszym, ojcze – nieśmiało zapytała średnia córka, wyglądając zza ramienia siostry.
– Bratem waszym nie frasuj się teraz. Opowiedzcie babce wszystko, co tu rzekłyście. Ona nam poradzi. Ale dokładnie zróbcie potem to, co powie.
I dziewczęta poszły do babki, co koszyk plotła z łyka, żeby o radę prosić.
Babka wysłuchała opowieści i zamyśliła się głęboko.
Długo siedziały siostry wpatrzone w pomarszczoną twarz babki, zanim ta odezwała się w końcu.
– Wnuczki moje – odezwała się w końcu stara kobieta. – Po tym wszystkim, co mi tu rzekłyście, pewna jestem, że lasy nasze nawiedziła Leśna Żmija. Królowa wszelkiego stworzenia, co pełza po lasach i kniejach. Coś musiało się wydarzyć, co Matce Żmii bardzo się nie spodobało i o gniew ją przyprawiło, skoro dostępu do wszelkich skarbów lasu nam zabroniła. Wyschły zioła, zgniły jagody, uschły jabłonie, a i pszczoły pewnikiem się wyniosły.
– Co zatem robić babko?! – wykrzyknęła najmłodsza siostra. – I co z bratem naszym?
– Moja kochana, brata waszego, skoro nie wrócił do was, Pani Żmija upatrzyła sobie zapewne na męża i tak łatwo go nie wypuści, chyba, że uda nam się ja przebłagać. Musicie wiedzieć bowiem, że jest to możliwe, ale wielkiej tu trzeba odwagi i sprytu. A i uważać trzeba wielce, coby się Żmijowej Królowej bardziej jeszcze nie narazić. Weźcie zatem te trzy zioła, które przygotowałam, zaplećcie z nich wianki i na włosy załóżcie. To was chronić będzie przed klątwami i pozwoli do domu wrócić, gdyby jednak sił wam nie starczyło, żeby ze żmiją się zmierzyć.
Następnie wróćcie do lasu, w miejsce, gdzie widziałyście żmiję i poczekajcie, a na pewno znowu się przed wami pokaże. Wtedy zapytajcie, czymże ją uraziliśmy i przeproście grzecznie za wszelkie niegodziwości, jakie z naszej strony las mógł zaznać.

Tak, jak poradziła babka, tak zrobiły trzy siostry. Zaplotły wianki i wróciły na polanę.
Usiadły na pniu leszczyny pokrytej jemiołą i czekają.
I oto słońce już chyli się ku zachodowi, kiedy słyszą nagle szmer wśród wysokich traw i wypełza przed nimi wielka zielono-brązowa żmija ze złotą koroną na głowie. Patrzy na nie świecącymi oczami i syczy.
Siostry przelękły się wielce, ale zgodnie z radą babki, żmii się kłaniają i spuszczają oczy. Przepraszają za wszelkie niegodziwości, które nieświadomie wyrządzić mogły, a na koniec pytają o brata i ze łzami błagają Żmijową Królową, żeby wrócić mu z nimi do domu pozwoliła.
Po tych przemowach dziewczęta opadły na kolana i opuściły głowy. Na jasnych włosach wonne wianki, z oczu kapią słone łzy i ziemię zraszają, tak smutno zrobiło się siostrom od lęku i żalu, że może naprawdę skrzywdziły las.
I nagle słyszą, jak żmija przemawia do nich syczącym, a jednak ludzkim głosem:

– Widzdzdzę, że ktośśś dał wammm ochronę i dobrą radę. Słyszszszę, że żżżal waszszsz szszszczery, chociażżż winy ssswojej nie rozzzumiecie. Powiemmm wammm więc, cóżeśśście uczynili, ludzdzdzie i jak krzrzrzywdę naprawić.

I żmija powiedziała, jak to las poskarżył się, że ludzie zabierają mu tyle leśnych bogactw, że nie starcza dla zwierząt i ptaków. Że zabierają więcej niż sami potrzebują, a potem wyrzucają to, z czego nie skorzystają. I jak przybyła, żeby dać ludziom nauczkę i zabrać im wszystkie skarby lasu, skoro nie potrafili rozsądnie z nich korzystać. Na koniec powiedziała też siostrom, że brat ich uwięziony w dziupli dzikich pszczół, siedzi na drzewie niedaleko polany.
Na koniec rzekła siostrom Królowa Żmijowa, widząc jak coraz większymi zalewają się łzami:

– Nie płaczczczcie. Widzdzdzę przecieżżż, żżże nieśśświadoma waszszsza wina była. Uwolnię waszszszego brata i oddam wammm skarby lasssu, ale zawrzemy układ.
Od tego dnia, zanim wejdziecie do lasu, pokłonicie się mi i poprosicie o zgodę. A kiedy będziecie chcieli narąbać drewna na opał, pocałujcie najpierw drzewo i przeprosicie za zadane rany i podziękujecie, że pomaga wam przetrwać. Przekażcie ten nakaz swoim sąsiadom i rodzinom, swoim dzieciom, wnukom i prawnukom, niechaj pamiętają, że póki będą posłuszni naszej umowie, póty las będzie im przyjazny i ja będę łaskawa. Krzywdy wam zrobić nie damy. Jednak jeśli kiedykolwiek, ktoś naruszy nakaz odbiorę wam wszystkie dobra, jakie z lasu czerpiecie. I przyjdzie wam zamarznąć na pierwszym lepszym mrozie i z głodu zemrzeć, gdy plony będą słabe, a zwierzęta zdechną w zagrodach.
Brat wasz wróci do domu, ale jego ręka na zawsze zmieni się w drewno. Będzie wam to przypominało o naszej umowie.

I żmija odpełzła w gęstą trawę.
Siostry biegiem wróciły do domu, bo zmrok już zapadał. Opowiedziały wszystko babce i ojcu. A ci opowiedzieli sąsiadom. Początkowo nikt nie chciał im wierzyć, ale kiedy następnego dnia syn gospodarza wrócił do domu z drewnianą ręką, wszyscy przelękli się nie na żarty i obiecali umowy dotrzymać.

Opowieść sióstr rozniosła się po wsiach Słowiańszczyzny i odtąd ludy słowiańskie przed wejściem do lasu proszę Królową Żmiję o pozwolenie i nikt bez słów podziękowania do lasu chodzić się nie ośmiela.
Borys Olszanskij – Jazyczeski motyw 
(źródł - http://bialczynski.wordpress.com/ )

5 komentarzy:

Beth Luis Nion pisze...

Piękna opowieść. Zachowam ją. Pozdrawiam!

IwoX pisze...

Cieszę się:)
Zamieszczam je na blogu właśnie po to, żeby nie odeszły w zapomnienie. Szkoda by było, żeby przepadły. To w końcu nasza kultura, to, co nam zostało z zamierzchłych czasów prasłowiańskich.

Pozdrawiam również ciepło!

Barbara Silver pisze...

Bardzo pouczająca opowieść, tchnie z niej słowiańska melodia o poszanowaniu Natury. Już sobie zapisałam i na pewno wykorzystam, wpierw jednak muszę dobrze obmyślić post, co by miał ręce i nogi.
Żmija czy tak ogólnie - wąż, był w wielu kulturach symbolem komunikacji pomiędzy światem ludzi a bogów. Pytia wieszcząc ludziom wiedzę zapisaną w gwiazdach, korzystała z podpowiedzi Wielkiego Pytona (stąd jej miano). Wąż był także narzędziem uzdrawiania (do dzisiaj zresztą jad najbardziej zabójczych gatunków, pozwala ratować życie ofiar ukąszenia, ale nie tylko). O roli węża - wiedzieli patriarchowie ST oraz Starożytne Cywilizacje. Najbardziej znana opowieść, to ta o Mojżeszu uzdrawiającym swój lud za pomocą węża zawieszonego na wielkim palu. To przecież "laska Eskulapa".
Ale w naszej erze, wąż nagle stał się wrogiem człowieka. Dawne kulty matriarchalne, które posługiwały się symboliką węża, uznano za szatańskie. Wszyscy ci święci zabijający na ikonach smoki (węże) to właśnie pozostałość po uśmiercaniu dawnego kultu oraz jej obrończyń (przedstawicielek). Ale ja wierzę, że Prawda w końcu wyjdzie na jaw. :) Raz jeszcze, dzięki za te piękne teksty, są niezwykle ciekawe i inspirujące. :)

Pozdrawiam serdecznie :)

IwoX pisze...

A ja dziękuję Ci Basiu, za interesujące uzupełnienia tych legend, które wkładasz w swoje komentarze:)

Mam pewien plan, złożenia z nich niby-książki, którą zrobię ręcznie oczywiście. Jeśli pozwolisz, to po każdej legendzie dodam szczyptę wiedzy z Twoich komentarzy.

Pozdrowienia ciepłe!

Barbara Silver pisze...

Nie mam nic przeciwko, po to przecież to piszę... :)
Pozdrawiam :)