środa, 24 kwietnia 2013

Z tłumaczeń 2...




" (...) Myśli rozpływały się, zmieniały się w senne marzenia, w czerwony pół majak. Już nie siedział w wygodnym fotelu, nie patrzył na ekran, na którym w centrum kuli zamarła kapsuła; był teraz jedną z tych sylwetek, obok których przesuwał się, nie zauważając ich, sondujący przyrząd.

Był myślącą istotą, osobliwą istotą, skręcał się z bólu, żyjąc poza swoim światem. Wokół rozpościerał się nieskończony wszechświat, miliardy lat świetlnych czarnej pustki z ziarnkami zawieszonych w niej ciał niebieskich. Ta pustka była obca i skupiska gwiazd również. To nie był jego świat, ze swojego został wyrwany eksplozją; nastąpiła katastrofa, a on znalazł się w gardzieli potwornego wybuchu czasu i przestrzeni.
I teraz jest cudzoziemcem w nieznanym kraju, ślepcem w świecie kolorów, beznogim na szlaku, bezrękim w wodzie. Jednak nie tonął, nawet tego nie mógł; to nie był jego świat; nie było tutaj przestrzeni dla życia, nie było też możliwości śmierci, bowiem i życie i śmierć były przywilejami istot z tego świata, a on do nich nie należał. Mknął przez obcy wszechświat, nie dotykając go, był mu przeznaczony na wieczność, całkowicie przy tym odizolowany od właściwości jego przedmiotów i mieszkańców – samotność równa nieskończoności. Smutek męczył go – beznadziejny, niepomiernie wielki; najbardziej ludzkie z ludzkich uczuć."

(Sergiej Sniegow, "Skok nad przepaścią", 1981)

2 komentarze:

Barbara Silver pisze...

W pewien sposób każdy z nas odczuwa taki smutek ... stąd bierze się niedopasowanie wielu do otaczającego świata; wieczne wyalienowanie, poczucie, że nikt nas nie rozumie i nie potrafi zrozumieć. W końcu gdy przyrównać neurony mózgu do struktury wszechświata, są ze sobą identyczne, różnią się tylko w skali. Jesteśmy bowiem tym samym.

Kolejny intrygujący cytat, muszę zapoznać się z tym autorem, ach ta dobra, klasyczna sf rosyjskiej szkoły, ale nie tylko. Ostatnio sięgam po stare teksty Lema, jeszcze z lat 50. Dzisiejsza fantastyka często jest zbyt "teraźniejsza" jak na mój gust. A przecież powinna wyprzedzać nasze czasy, dziwne zjawisko. A może czas płynie do tyłu? I to co dawniej, jest bardziej fantastyczne niż to co jutro? Mniejsza o to, bo znowu się zapędzę w kozi róg. Dzięki za próbkę tłumaczenia. Czyta się wspaniale, można samemu dopowiedzieć sobie początek i koniec.

Pozdrawiam cieplutko, :) :**

IwoX pisze...

Basiu Kochana, zawędrowana gdzieś tam na bezdrożach Australii:)

Udało Ci się dokładnie wyrazić to, czego nie mogła wyłuskać ze swoich myśli. Tłumaczę obecnie klasyczne opowiadania rosyjskiej sf, takie z lat 70-tych, 60-tych i cały czas zastanawiałam się, co w nich jest takiego, co tak bardzo jest niezwykłe, i co tak je odróżnia od współczesnych opowiadań z kręgu fantastyki. Odpowiedź kołotała mi się gdzieś tuż tuż, ale nie mogłam jej uchwycić.

I oto Twój komentarz rozjaśnił mi w głowie:-) Masz całkowitą rację, Basiu - dzisiejsza fantastyka nie wyprzedza swoich czasów tak, jak robiła to ta stara dobra klasyka.

Te "stare" opowiadania są czasami jak ożywcze źródła w upalny dzień. Są w nich pomysły, które nawet dzisiaj zaskakują; są oczywiście i takie, które wydają się śmieszne z perspektywy dzisiejszego czasu, jednak kiedy człowiek uświadomi sobie, jak dawno i w jakich powstały, to jednak zadziwiają stopniem wyprzedzania swoich czasów.

I to jest to, czego brakuje dzisiaj. Niby są opowiadania dziejące się w dalekiej przyszłości, ale to wszystko zdaje się takie jednak... zbyt "teraźniejsze", jak trafnie to określiłaś...

Przemierzam zatem ostatnio niezmierzone przestrzenie i czasowe zawirowania. Wędruję po obcych planetach, zastanawiam się nad uczuciami, przemijaniem i trwaniem... i tak sobie myślę, jakże to niezwykłe, że nawet tu i teraz, żyjąc na tej samej planecie, funkcjonujemy w tak różnym czasie. Kiedy ja jestem dzisiaj, ktoś po drugiej stronie globu jest już jutro, a ktoś jest jeszcze wczoraj...

Uściski przeogromne i moc dobrych myśli zza czasu i przestrzeni!